czwartek, 26 czerwca 2014

IMAGIN O JUSTINIE (+18, lol)
Przewróciłam się na lewy bok z nadzieją, że wciąż jeszcze śpię. Uchyliłam lekko oczy i blask letniego, porannego słońca uderzył mnie prosto w twarz. "No super." bąknęłam i spojrzałam na telefon, który niespełna minutę temu mnie obudził. -Oby to było coś ważnego, bo inaczej, kimkolwiek jesteś, zabiję cię- dodałam i spojrzałam na wyświetlacz. Pokazała się nowa interakcja na twitterze, więc szybko tam weszłam.
 To co ujrzałam automatycznie wywołało szeroki uśmiech na mojej twarzy.
"Chwila chwila.... NIE MA JESZCZE NAWET 6 RANO!" krzyknęłam i włożyłam głowę pod poduszkę, by ponownie, choć na dwie godziny odlecieć z powrotem w krainę snów.
                                                                                ***
*CLANG! CLANG! CLANG!* ponownie otworzyłam oczy i przyłożyłam nachalnie dzwoniącą słuchawkę do ucha. -No cześć najpiękniejsza ma gwiazdeczko!- powitał mnie podekscytowanym, ponętnym głosem słodki Justin. -Mam nadzieję, że już jesteś prawie gotowa- dodał po chwili  równie
podekscytowanym tonem. "Cholera!" krzyknęłaś w myśli i wyskoczyłaś z łóżka niczym torpeda. -Ja... eee... Muszę kończyć- odpowiedziałam i rzuciłam telefon na łóżko. Spojrzałam na zegarek. 13:30. -CUDOWNIE, MAM NIECAŁE DWIE I PÓŁ GODZINY!- wykrzyknęłam na całe gardło i pobiegłam na dół.
Z Justinem znaliśmy się już bardzo długo, ale jesteśmy ze sobą dopiero od trzech miesięcy. Dziś będzie taka uroczysta kolacja, oficjalnie poznam jego rodziców.
-Do czego dwie godziny?- spytała mnie smażąca naleśniki mama, gdy wchodziłam do kuchni. -Dzisiaj mam kolację z rodzicami Jussa mamo!- krzyknęłam panicznym głosem. -Spokojnie, nie denerwuj się, wszystko pójdzie cudownie.- odpowiedziała jak zwykle opanowana mama. -Byłoby cudownie. Tak, świetnie, gdyby nie jeden, malutki szczególik. MAM NIECAŁE DWIE I PÓŁ GODZINY, A WYGLĄDAM JAK ZOMBIE!- wykrzyczałam i z kawałkiem naleśnika pobiegłam na górę pod prysznic. Kąpałam się około 30min., więc nie było zbyt źle z czasem. -Niech to szlag!- znów krzyknęłam widząc moje nogi, które wyglądały jak orangutany.
Pobiegłam do pokoju siostry i bez pukania do niego wparowałam. Na swoim łóżku leżała ona, a na niej leżał jej chłopak. Natychmiast się podnieśli, a siostra zaczęła na mnie krzyczeć. Nawet nie miałam czasu myśleć o tym, co oni tam robią, a tym bardziej z nerwów tego nie kontaktowałam. Wybiegłam z depilatorem w ręku i poszłam do łazienki. Przez następne 20min. goliłam nogi i z moim czasem zaczęło robić się nieciekawie. Po skończonej robocie rzuciłam maszynę w kąt i nerwowo otworzyłam drzwi szafy. To co ujrzałam mnie przeraziło. Setki ubrań, wszystkie porozrzucane, pogniecione, co niektóre brudne. -Justin, jesteś z największą bałaganiarą świata- pisnęłam i zabrałam się za wybieranie ubrań na dzisiejszy wieczór. "TO NIE. TO TEŻ NIE. I  TO NIE. NIE. NIE. MOŻE TO? EEEE, NIE. O, TA JEST ŚWIETNA, SZKODA, ŻE POPLAMIONA.... A TA? HM, SUPER, JUŻ SIĘ W NIĄ NIE ZMIESZCZĘ. TO NIE. TO NIE. TO NIE. NIE. NIE. NIE." krzyczałam w rozpaczy na całe gardło. Już miałam zrezygnowana biec do mamy i pytać, co mam zrobić, gdy nagle, na samym końcu szafy ujrzałam mały wieszaczek. "TO TAK!" zawołałam triumfalnie, ponieważ przypomniałam sobie mój całkiem niedawny zakup. Cudowna, różowa sukienka. Per-fect.
Zadowolona szybko się w nią wcisnęłam i pobiegłam do łazienki. Zrobiłam naprawdę delikatny makijaż, bo zaledwie pomalowałam rzęsy maskarą i nałożyłam puder na policzki. Gdy myłam zęby usłyszałam dzwonek do drzwi. Przeklęłam w myślach i szykowałam się dalej. -Kochanie, Justin przyszedł!- krzyczał tato z dołu. Odpowiedziałam, że niedługo przyjdę i złapałam do ręki lokówkę. Swoje długie, brązowe włosy pokręciłam w delikatne loki. Jeszcze szybko spryskałam je lakierem i poszłam z powrotem do szafy po buty. Strasznie bałam się je założyć, miały wysoki obcas, ale z drugiej strony bardzo mi się podobały, a to zwyciężyło. W efekcie wyglądałam tak {zestaw}. 
Spojrzałam na ręce i uniosłam głowę ku górze. "Dzięki Ci Boże, że mnie coś wczoraj natchnęło i pomalowałam te paznokcie" wyszeptałam. -Pospiesz się skarbie- powiedział twój tato. -Czekam- dodał zachrypniętym głosem Juss. -Już idę- odpowiedziałam cała w skowronkach. Wzięłam torebkę do ręki i poszłam na dół.
Zaczęłam schodzić po schodach, które odbijały dźwięki moich wysokich obcasów i obaj chłopcy spojrzeli w moim kierunku. Tato uśmiechnął się bardzo słodko, a zarazem triumfalnie, a Justin... Justina zatkało. Oblizał ponętnie wargę, przymrużył delikatnie oczy i zmierzył mnie wzrokiem. W środku gotowało się we mnie z dumy, ale oczywiście nie mogłam niczego okazać. -To ja już pójdę- odrzekł tato, ale żadne z nas nie zwróciło na to uwagi. -Witaj kochanie- Juss przyciągnął mnie do siebie, złapał w talii i na moich ustach złożył delikatny pocałunek na powitanie. Prawie zemdlałam, pachniał tak cudownie męsko, a z jego ust czuć było miętę, ale pomińmy to. -Musimy się spieszyć- odepchnęłam go lekko i wskazałam na zegarek. -Dzwoniłem przed szóstą rano, miałaś tyle godzin, musisz się szybciej szykować księżniczko- powiedział i zachichotał. Oczywiście zataiłam przed nim fakt, że wstałam 8 godzin po jego telefonie.
Oczywiście, jak na gentelmana przystało, otworzył mi drzwi do swojego pięknego lamborghini i szybko wsiadł z drugiej strony. Jak zwykle, nie byłoby wyjścia, gdyby nie cudowni i wspaniałomyślni paparazzi, którzy jak zwykle dali nam trochę od siebie odpocząć i pobyć razem, sami (sarkazm). -Znowu oni...- wyjęczałam. -Przepraszam skarbie, tak bardzo przepraszam...- odpowiedział mi z bólem w głosie, jego oczy lekko się przeszkliły. -Już dobrze, to ja przepraszam. Rozumiem wszystko, kocham cię.- powiedziałam i pogładziłam go po karku. -Trzymaj się.- odrzekł stanowczo i zanim zdążyłam o cokolwiek zapytać Justin jechał już 140 na godzinę i wskazówka licznika wciąż pięła się do góry. Przywarło mnie do fotela i złapałam Juju za rękę. -Ufam ci- rzekłam i pocałowałam ją. W parę sekund zgubiliśmy wszystkich nachalnych fotoreporterów i po kilkunastu minutach znaleźliśmy się w posiadłości Justina.
Ledwo co zdążyłam wysiąść z auta, gdybym nie szła za rękę z moim chłopakiem od razu zaliczyłabym upadek, mój siłacz złapał mnie w ostatnim momencie. -Ale ze mnie niezdara- szepnęłam zdenerwowana, a Justin tylko się śmiał. -Z czego się śmiejesz idioto!- krzyknęłam. -Wiesz co by było, jakbym się przewróciła?! Zniszczyłabym sukienkę! Jak ja bym wyglądała przed twoimi rodzicami!- dodałam, a ten głupek wciąż się śmiał. -No dobrze już dobrze, skoro się tak bardzo martwisz, to...- nie dokończył i szybko wziął mnie na ręce. -Puszczaj! Puszczaj! Jak twoi rodzice zobaczą mnie u ciebie na rękach, to ciekawe co sobie pomyślą! Puszczaj!- darłam się na cały głos. -Spokojnie, myślę, że ciekawe co bardziej pomyślą, jak usłyszą twoje krzyki, hahaha.- powiedział rozbawiony. No tak, to najgorsze, co mogłam sobie wyobrazić. Poddałam się więc i dałam nieść mojemu księciu.
***
-Mamo, tato, to {twoje imię}.- rzekł dumnie Justin.
-Dzień dobry, {twoje imię i nazwisko}, bardzo miło mi państwo poznać.
-Nam również jest niezmiernie miło, bardzo dużo o tobie słyszeliśmy. Jestem Pattie, a to Jeremy.- odpowiedziała uradowana kobieta. Pan Jeremy pocałował mnie w rękę na powitanie.
Już wiem skąd u Justina takie maniery. W tej chwili do przedpokoju wbiegła dwójka rozkrzyczanych dzieciaczków.
-A to właśnie Jazmyn i Jaxon, moje rodzeństwo- przedstawił mi dwójkę uśmiechnięty od ucha do ucha brunet. Dzieciaki chyba od razu mnie polubiły, dziewczynka przytuliła mnie mocno. "Uff, początek jest dobry" w głębi duszy odetchnęłam z ulgą.
***
-Psst. Psst- Justin delikatnie kopał mnie pod stołem. Spojrzałam na niego z pytającą miną, a on mi wsunął małą karteczkę do ręki. Otworzyłam ją tak, żeby nikt nie widział;
"Przeproś i odejdź teraz od stołu. Kieruj się w stronę drzwi, tych z których weszliśmy. Ja załatwię to z rodzicami."
Zrobiłam jak poprosił chłopak, wstałam grzecznie od stołu, przeprosiłam i odeszłam. Za około 3 minuty przybiegł do mnie Justin. -Co się dzieje?- Spytałam. -Chodź, przejdziemy się na spacer.- odrzekł i złapał mnie za rękę. Szliśmy chwilę w milczeniu, widziałam, że Justin jest poddenerwowany, więc ja również nic nie mówiłam. Poszliśmy do ogromnego ogrodu, lecz szliśmy dalej. Na tyle, że cały dom znikał na horyzoncie. W ciszy, jaka była wszędzie wokół słyszałam, jak mojemu ukochanemu szybko bije serce i jego oddech jest nierównomierny, przyspieszony. Zaczęłam się trochę bać, o co chodzi, ale nie robiłam nic, żeby go nie speszyć. Po kilkunastu minutach długiej ciszy dotarliśmy do małej altanki, w środku której było rozpalone ognisko, wokół którego leżał duży, ciepły koc. Juss wziął mnie za rękę, okręcił i zaprosił na koc, wskazując na niego palcem.
Podeszłam i ułożyłam się wygodnie, a zarazem tak, by wyglądać jak najbardziej seksownie, zmierzyłam bruneta wzrokiem, przygryzłam wargę i poklepałam miejsce obok mnie zachęcając go, by do mnie dołączył.
-Dlaczego jesteś taki zdenerwowany? Przecież robiliśmy to już.- powiedziałam, chcąc zabrzmieć seksownie, i objęłam go w klatce piersiowej. -Ale dziś jest dla mnie bardzo wyjątkowym dniem- powiedział patrząc w ziemię.
-Wiem skarbie, dla mnie też. Ale równie wyjątkowym, jak i wspaniałym dniem. Cudownie byłoby go zakończyć w przyjemny sposób.- rzekłam ponętnie. Brunet obrócił się w moją stronę i spojrzał na mnie swoimi brązowymi oczami, w których zaczynał palić się ogień. Chłopak złapał mnie za nadgarstki, położył je za moją głowę i przytrzymał, bym nie mogła wykonać żadnego ruchu. Leżał na mnie i dominował, co mu się bardzo podobało i to widziałam. Zaczęłam się śmiać na samą myśl, że facetów cieszy coś takiego. Justin przerwał całowanie mnie w szyję i spojrzał pytająco, ale poprosiłam go tylko,  by nie przestawał. Trafił w to miejsce, przez które nie myślę o niczym innym. Składał na mojej szyi delikatne pocałunki, a jego prawa ręka zaczęła zjeżdżać w dół mojego ciała. Ostrożnie podwinął sukienkę i delikatnie gładził mnie pomiędzy nogami. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się chwilą. Justin przerwał, uniósł mnie lekko i szybko ściągnął sukienkę, rzucając ją w kąt altanki. Wykorzystałam sytuację i to ja obróciłam go na plecy, po czym jego koszulka również wylądowała w kącie. Uśmiechnął się zawadiacko i złapał mnie za piersi. Bawił się nimi przez kilka minut, przez co ja znów leżałam na plecach. To zadziwiające, że w tak krótkim czasie nauczył się tak dobrze rozpinać stanik. Leżałam, a Juss zajmował się całym moim ciałem, od stóp do głów. Delikatnie masował mi stopy i całe ciało, obsypywał mnie pocałunkami, szeptał do ucha trochę czułe, a trochę zboczone słówka. Byłam w niebie, ale nie pozwoliłam mu na tak długą dominację, więc szybko usiadłam na nim okrakiem i ściągnęłam jego bokserki. Jego penis był już mocno twardy, więc wystarczyło kilka moich ruchów ręką i namiętnych pocałunków. Widziałam, że mój książę zamknął oczy i odchylił głowę, cichutko pojękując.
Uniosłam się i po prostu do niego przytuliłam, a wtedy on przywarł do moich warg. Jego pocałunek był ostry i namiętny, i tak bardzo seksowny. Złapał mnie za pośladki i delikatnie je klepnął. Wstał, a mnie położył na ławce altanki, powoli rozchylając moje nogi. -Spokojnie skarbie, będę dziś delikatny- wyszeptał i wszedł we mnie z leciutkim oporem. -Hihi, rozluźnij się księżniczko- powiedział rozbawiony; zauważył, że teraz to ja jestem poddenerwowana.
Ruchy Biebsa były płynne i powolne, robił wszystko, by nie sprawić mi bólu. Przechylił się bliżej mnie i bardzo lekko ugryzł mnie w wargę. W odpowiedzi usłyszał ciche jęczenie jego imienia, więc chyba mu się spodobało, ponieważ ponownie to uczynił. Jego płynne ruchy nabrały tempa, a oddech przyspieszył jeszcze bardziej. Justin mruczał, co chwilę szepcąc moje imię. Poruszał biodrami w przód i w tył, w przód i w tył, w przód i w tył [...], doprowadzając mnie do szczytów rozkoszy. Wziął mnie na ręce i nie przestając uprawiania seksu położył się na kocu, więc teraz to ja byłam na górze. OMG! Dopiero wtedy zobaczyłam, jakie chłopak ma podrapane plecy. Nie mam pojęcia, kiedy to robiłam, nie panowałam nad sobą...
Juju poruszał biodrami szybciej i szybciej tak, że skakałam przez cały czas. Widziałam, jak na mnie spojrzał. Jak głodny tygrys. Widziałam, że mu wspaniale. Przymrużył oczy i wykrzywił się. Chwilę potem jego sperma zalała moje ciało.
Pocałowałam go w czoło i położyłam się obok niego, na jego bardzo szybko i mocno chodzącej klatce piersiowej. On po kilku minutach, gdy był już bardziej obecny uczynił to samo i przykrył nas oboje kocem.
Zasnęliśmy w swoich ramionach, a przez pół nocy Justin składał delikatne pocałunki na moim ciele.
__________________________________________________________________
Imagin dedykowany WSZYSTKIM BELIEBERS <3
 Mam nadzieję, że Wam się podobał. Liczę na komentarze.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Imagif #2

Jeśli widzisz zdanie zaznaczone innym kolorem, skopiuj link i otwórz w nowej karcie.

* Parę lat później *
Ty : Justin ?
Justin : Tak ?
Ty : Obiecaj mi coś
Justin : Ale co ?
Ty : Że już na zawsze będziemy razem i nic nas nie rozdzieli
Justin :http://24.media.tumblr.com/d728f9f3c8a568aaafcac751c0c3f14f/tumblr_mme9kvMEza1r3yvqqo1_500.gif

* 3 miesiące po tym *
Justin : Skarbie chcę mieć z tobą synka albo córeczkę
Ty : Dobrze możemy się postarać o dziecko . Ja tez bym chciała
Justin :http://24.media.tumblr.com/c9c793c2e65414735acf1fe568149b62/tumblr_modp87nE1V1ssblq6o1_500.gif

* Miesiąc później po tym zdarzeniu *
Ty : Justin udało się ! Jestem w ciąży !
Justin :http://25.media.tumblr.com/89fc281cd60396c307f5a496ac652b09/tumblr_mofbmjayU81su9ng2o1_400.gif

Ty : Kocham cię
Justin :http://24.media.tumblr.com/ad13d9192a3fd9378635737d00fbce12/tumblr_mqetlxPrUH1r42l11o1_500.gif

* 6 miesiące później po tym zdarzeniu *
Justin : Hej mały albo mała - powiedział do twojego brzucha całując go
Ty : Już nie mogę się doczekać kiedy dziecko przyjdzie na świat
Justin : Ja też . Będziemy wtedy jedną wielka , szczęśliwą rodziną .
Ty :http://25.media.tumblr.com/49e5fe4d9b0bbabe6dba16d946da62db/tumblr_mnpr45kUr21snygaqo1_250.gif

* 9 miesięcy później *
Ty : Justin to już !
Justin : Już biorę kluczyki !
* Parę godzin później *
Justin : Już niedługo zostanę ojcem mamo...to niesamowite...jestem taki szczęśliwy . I już nic nigdy nie rozdzieli mnie z moim skarbem .
Pattie : A ja niedługo zostanę babcią
* 2 godziny później *
Justin : Czemu to tak długo trwa ?!
Pattie : spokojnie Justin , spokojnie .
*Justin usłyszał płacz dziecka *
Justin : O boże mamo...słyszę moje dziecko
*Jedna łza spłynęła po jego policzku . Łza szczęścia*
Lekarz : Mam dla pana przykrą wiadomość
Justin : jaką ? Przecież dziecku nic nie jest . Prawda ?
Lekarz : Dziecku nie , ale pańska dziewczyna...
Justin : co z nią ?
Lekarz : Przykro nam . Robiliśmy wszystko co w naszej mocy .
Justin nie...ale..mieliśmy być szczęśliwi i być razem na zawsze
*Justin upadł na podłogę i zaczął płakać *
Pattie : Justin...skarbie..
Justin : Mamo czemu ?! Obiecaliśmy sobie , że będziemy razem na zawsze ! - mówił płacząc .
* Powrót do teraźniejszości *
Jazmyn : Tato a czy moja mama mnie kocha ?
Justin : Oczywiście skarbie . Mama kocha cie bardzo mocno . Kocha ciebie i mnie .
Jazmyn : To czemu jej tu nie ma ?
Justin : Wiesz skarbie...chciałbym żeby tu była i to nawet nie wiesz jak bardzo . Strasznie mi jej brakuje , ale za to bóg dał mi ciebie . A mama jest . Tylko , że na górze . I cały czas nas obserwuje .

Jeżeli się podobało zostaw komentarz c:

niedziela, 8 czerwca 2014

Imagif #1

Przyszedł czas na jekiegoś imagifa c; Jeżeli zobaczysz zdanie zaznaczone innym kolorem kliknij w nie.

Jesteś z Justinem w szczęśliwym dotąd związku.
Wracasz z uczelni do domu, Justin przygotował dla Ciebie kolację.
Justin- Niespodzianka.!
Ty-. To dla mnie?
Justin-Oczywiście skarbię.
Jedliście, rozmawialiście tak z dwie godziny. W pewnym momencie:
Justin-Skarbię muszę Ci coś powiedzieć.
Ty-Słucham.
Justin-Ale wiec, ze bardzo Cie kocham.
Ty-Justin mów co się stało.
Justin-Wiesz, wyjeżdżam w trasę.
Ty- Co ile Cie nie będzie?
Justin- Rok.
Ty-Nie będzie Cie rok.?
Justin-Kochanie...
Przerwałaś mu.
Ty-Wiesz bardzo Cie kocham, ale rok czasu to dużo.
Justin-Proszę Cie, nie mów tego.
Ty-http://24.media.tumblr.com/tumblr_m3bp5pKe1b1qev9q9o1_500.gif

 Tak będzie lepiej..
Po czym, wybiegłaś z domu.
Ty-http://i2.pinger.pl/pgr252/c45fca1000122f0f5154611c

Justin-Kochanie poczekaj.
Justin w końcu Cie dogonił.
Ty-Justin przestań.
Justin-Kochanie, nie dałaś mi dokończyć.
Ty-http://24.media.tumblr.com/6c4d1ab0c873b01b812eaca789ce955f/tumblr_mk00hdzyZL1rvwvdwo1_500.gif

Justin-https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhrScw9YmcDtg3GaDvCtgj0YSBnIUmk26u3o4S8S8MECyWZU5izrfFstAMw6JpD6HmPQ_QlO8Kchw48x5UmWuWCTeCzJxU3fBu4jr5BBLkQCjERmvFl6HDBFmAgaTYcVMC0LPITuCrW23-w/s1600/justin_bieber_gif_3_by_firsttdance-d4ommc5.gif
Ty-Co? Mam zostawić rodzinę, przyjaciół, szkołę?
Justin-Wiesz, że Beliebers są dla mnie najważniejsze nie mogę ich zawieść.
Ty-http://24.media.tumblr.com/tumblr_mbel3sHGCs1rviwqzo1_500.gif

Justin-Zgadzasz sie?
Ty-http://media.tumblr.com/tumblr_m91bplm6yu1r1q0d4.gif

Justin i Ty-http://24.media.tumblr.com/tumblr_mb65j0Pydj1rhlaydo1_500.gif
Mam nadzieję, że się wam podobał c;
 

czwartek, 5 czerwca 2014

Imagin #2

W dzieciństwie przyjaźniłaś się z Justinem. Wasza przyjaźń trwała 10 lat, Ale odkąd poznał innych znajomych zmienił się. Wstydził się swojego talentu, o którym wiedziałaś tylko ty razem z rodzina. Dzisiaj masz 18 lat, a Justin jest sławnym na cały świat 19 latkiem. Od początku wiedziałaś, ze mu się uda. końcu udało ci się uzbierać na bilet na jego koncert. W dzień koncertu ubrałaś białą koszulkę z napisem "Remember me?" i czarne spodenki. Na sali koncertowej byłaś jedna z pierwszych osób. Stanęłaś pod scena i czekałaś  show się zacznie. Justin wyszedł na scenę, a ty z uśmiechem na twarzy przyglądałaś mu się, aż w końcu spojrzał w twoim kierunku i przestał śpiewać. Fani zdziwili się, a muzyka grała dalej aż w końcu zatrzymała się.
- [T.I.]? - powiedział do mikrofonu a jego karmelowe tęczówki przepełniły się łzami. Chłopak podszedł do końca sceny i wyciągnął do ciebie rękę. Weszłaś z nim na scenę i usiadłaś na krzesełku.
- [T.I.].. Ja.. Ja nie wiem co.. - nic nie mów. Na zawsze z tobą pamiętasz? Jestem twoja fanka nr jeden, Juss. - powiedziałaś ze łzami w oczach.
-Kocham cie.. Zawsze kochałem ale bylem zbyt głupi aby to zrozumieć.. - powiedział do mikrofonu i delikatnie, ale i z wyczuciem musnął twoje malinowe wargi.- Na zawsze razem.. Mimo wszystko. - powiedzieliście w tym samym czasie wtulając się w siebie.


Podobał się? Ten imagin akurat nie jest mój.Ja go tylko

lekko przerobiłem i
poprawiłem. Jutro na pewno dodam coś swojego.

Buźka :*